Żegnałem się z Markiem, a witam z Marcinem. Tak w jednym zdaniu mogę opisać to, w jaki sposób OpenAI wprowadza GPT 5. Dla mnie ChatGPT jest asystentem pomagającym zmagać się z niezbyt pasjonującymi zadaniami lub pomagającym w szybkim przedyskutowaniu jakiegoś zagadnienia. Trochę nauczyłem się z nim współpracować, poznałem jego słabe i mocne strony. Ogólnie polubiłem tego współpracownika. Aż tu nagle…
Przychodzę do biura i nie ma go, mój stary asystent zniknął, jest ktoś inny. “Marek” został podmieniony na “Marcina”. Siedzi przy tym samym biurku, niby podobny, a jakiś inny. Na dodatek nie chce powiedzieć, gdzie się podział Marek. Chatować mogę tylko i wyłącznie z GPT 5, czwórka i trójka, gdzieś zniknęły.
Być może GPT 5 jest wspaniałe w kodowaniu i leczeniu ludzi (sarkazm), ale w wiedzy ogólnej, szczególnie po polsku, daleko mu do starego dobrego Marka. Nawet nie jest dobrze zaznajomiony z ofertą swojego producenta (na zdjęciu).

Cóż wydaje się, że dla indywidualnych konsumentów wzorzec interakcji z AI ma się opierać na modelu subskrypcyjnym. Modele będą niczym filmy na Netfliksie – będą pojawiać się i znikać. Zero stabilności i przewidywalności. Mam nadzieję, że małe, otwarte, lokalne modele będą nadal rozwijać się dynamicznie, tak żeby mi nikt już nie podmieniał moich asystentów.
Opublikowano na LinkedIn